Boże ! Wieki temu mnie tutaj nie było !
Dodaje tę notkę by sprawdzić czy ktoś jeszcze mnie obserwuje...
czy ktoś interesuję się co dzieję się w moim życiu...
w mojej głowie...
co czuję...
co robię...
bredzę
dobranoc.
Ostatnio siedząc nad historią naszła mnie rozkminka. Tak bardzo mnie zaintrygowała, że brnęłam w nią dalej. Podzielę się teraz z wami moimi rozważaniami.
(Możecie zamknąć oczy, aby lepiej sobie to z wizualizować, ale wtedy musicie poprosić kogoś, żeby wam to przeczytał:P)
Zaczynamy:
" Wyobraź sobie, że jesteś świadkiem morderstwa. Widzisz wyraźnie twarz zbrodniarza. Szok sprawia, że zapamiętujesz ją na całe życie. Morderca zapamiętuje też Ciebie. Nie może pozwolić, żebyś go wydał, dlatego zaprzysięga Cię zabić. Dobrze o tym wiesz, a jednak idziesz na policję. Morderca zdążył w tym czasie wszystko się o Tobie dowiedzieć, zna Twoje imię i nazwisko, szkołę do której uczęszczasz, hobby itd. I tu zaczyna się przygoda...
Zostajesz objęty programem ochrony świadków. Każą Ci wyjechać na tak długo, aż złapią przestępce. Chodzisz do szkoły, masz rodzinę (dzieci?), przyjaciół i chłopaka/dziewczynę, który/a jest miłością Twojego życia. I nagle w jednej chwili to wszystko musisz zostawić. Zmieniasz imię i nazwisko. Wyprowadzasz się bardzo daleko. Nikomu nie możesz powiedź dokąd. Tylko najbliższa rodzina wie czym jest spowodowana ta nagła podróż. Wszystkich innych musisz okłamać, nawet swoją miłość (dla bezpieczeństwa). Porzucasz wszystko. Wyjeżdżasz. Zmieniasz numer(y) telefonu, kasujesz wszystkie konta na portalach społecznościowych, e-mail etc. Każą zmienić Ci swoje zainteresowania, hobby, w zamian masz wymyśleć sobie nowe. Nie możesz z nikim się kontaktować, nawet z rodziną. Musisz pozbyć się przeszłości. Targasz i kasujesz wszystkie zdjęcia, na których jesteś, nawet te z dzieciństwa. W zamian dostarczają Ci inne fotki. Robią Ci zdjęcia z osobami, których widzisz pierwszy raz na oczy, a musisz udawać, że znacie się jak łyse konie. Tworzą Ci nową historię, nową przeszłość, o tamtej musisz zapomnieć...
Jest Ci ciężko. Nowy dom, nowe środowisko, nowi ludzie, nie masz nikogo, jesteś zdany wyłącznie na siebie. Idziesz do nowej szkoły. Musisz przyzwyczaić się do nowego imienia, nie możesz nagle przedstawić się starym. Powoli się przyzwyczajasz choć nie jest Ci lekko. Wszystko jest dla Ciebie obce, ale zdajesz sobie sprawę, że to teraz jest Twoje życie. Mijają dni, miesiące, w końcu lata. W tym czasie zyskujesz nowych "przyjaciół", nie są to prawdziwi przyjaciele, bo nie znają prawdy, nie znają Twojej prawdziwej przeszłości, ani tego kim naprawdę jesteś. Po trzech latach się zakochujesz. Chłopak/dziewczyna odwzajemnia to uczucie. Zostajecie parą. Jest wam ze sobą dobrze, jednak ten związek budowany jest na kłamstwie, on/ona Cię tak naprawdę nie zna. Jesteś inną osobą przy nim/niej, ale jednak go/ją kochasz. Życie toczy się dalej. Jesteś przystosowany do nowego środowiska, znajdujesz nawet dobrą pracę.
Po 6 latach dociera do Ciebie wiadomość, że przestępca, który Cię ścigał został schwytany i dostał dożywocie. Teraz bez przeszkód możesz już wrócić do swojego starego życia. I oczywiście pytanie:
Co robisz?
Wracasz do utęsknionego starego życia, w którym jednak i tak musisz tak jakby wszystko zacząć od nowa czy stawiasz czoła swojej miłości i przyjaciołom i wyjawiasz im kim jesteś? Musisz pamiętać o tym, że oni mogą tego nie zaakceptować i Twoje 6 lat rozpryśnie się jak bańka mydlana. A może lepiej im nie mówić nic i żyć dalej w kłamstwie? Zastanów się z kim chcesz być: z chłopakiem/dziewczyną, z którą jesteś czy może wrócisz do starej miłości? Pamiętaj o tym, że obie mogą się od Ciebie odwrócić. Tych pytań może być jeszcze znacznie więcej, ale one wszystkie sprowadzają się do jednego:
Co robisz?
6 lat to nie jest dużo czasu, a może i jest? Zdecyduj."
Swoje przemyślenia napisz w komentarzach.
Zasiadłszy wygodnie w łóżku z komputerkiem na kolanach, czując okropne gorąco, parzące mnie wręcz w lewą nogę (bijące zapewne z kompa), zastanawiałam się o czym właściwie mogłabym dziś napisać. Moją uwagę przykuła latająca po pokoju zupełnie, bez jakiegokolwiek celu, mucha. Ciągłe tylko bzzzyyy, bzzzyyy, bzzzyyyy.... Tak podirytowana znalazłam w końcu sposób na te denerwujące dźwięki, nie tworzące zupełnie żadnej spójnej melodii, a jedynie zakłócające mi ciszę nocną, otóż powzięłam w swoje dłonie słuchawki i włożyłam je do uszu (uwaga, uwaga właśnie padł rekord świata na najdłuższe zdanie !!!). A więc (w wakacje można tak zaczynać zdanie,bo Pan mgr,mgr inż,prof, dr habilitowany etc. Flak, tego nie słyszy) próbowałam skoncentrować się i wydusić z siebie cokolwiek, aby móc coś mądrego (zresztą jak zawsze) wystukać. Myślę, myślę...i ... NIC :( I nagle olśnienie. Mój nowy gość przysiadł beztrosko w lewym górnym rogu ekranu. Pocierając zabawnie przednie odnóża, spojrzałam na niego z zaciekawieniem małego dziecka, które pierwszy raz widzi muchę. O tak to była inspiracja. Doświadczenie to tak rzadko spotykane, godne było poświęcenia o tym notki;) Postanowiłam przeprowadzić krótkie doświadczenia - oczywiście w imię nauki!!! Podeszłam do sprawy bardzo poważnie i jak na osiemnastkę przystało bardzo dojrzale i odpowiedzialnie. Nie było czasu na jakiekolwiek pomyłki! Jeden zły ruch i wszystko mogło leźć w gruzach, a potomstwo nigdy nie poznało by prawdy! A więc pochwyciłam w swoje zwinne palce myszkę i najechałam kursorem na wysokość PANA MUCHY. Zaczęłam powolutku nim ruszać [kursorem nie muchą] i ku mojemu zdziwieniu Mucha przestała pocierać łapkami. Zaczęłam ruszać coraz szybciej i szybciej i jeszcze szybciej. Mucha zrobiła krok do tyłu. "O coś się dzieje!" -krzyknęłam. I tak bezsensu zupełnie ruszając nadal myszką, w końcu się wkurzyłam i wygoniłam Pana Muchę. Wnioski owego badania (bo wnioski zawsze muszą być): KURSOREM MUCHY NIE ZABIJESZ!
Teraz lata mi po pokoju, a mnie już się ślepia zamykają. Poszłabym spać.
Panie Mucho czy mógłby łaskawie pan gdzieś przysiąść i również pogrążyć się śnie? Z mniejszym poważaniem - współlokatorka.
Wpis ten jest bezsensu, to za sprawą pewnie późnej pory. Lepiej tego nie czytajcie.
A oto piosenka, która dziś chodzi mi po głowie. Odkurzona po latach przez radio ;)
www.kapasqad.bloog.pl
Tak, blog ten nie istnieje juz dobrych pare miesięcy. Tak samo zresztą jak nasza zajebista, wyczepista, odjechana grupa.
A szkoda bo KAPASQAD stawał się coraz bardziej popularny. Nie tylko blog bił rekordy oglądalności, ale także jak się dowiedziałam kilka mięsięcy po usunięciu strony, okazało się, że Kapasqad zyskał własny FUNCLUB ! I co dziwniejsze jego twórcy do dziś pozostają nie znani !
Poniżej zamieszczam fotkę z napisem widniejącym na ścianie marketu "Biedronka" na Osadzie Jana w Tarnowskich Górach pozostawioną rzekomo przez naszego FaNa xD
Z pozdrowieniami dla moich "starych" KaP ;*

Żyje już:
-22582 miesięcy
-98185 tygodni
-687296 dni
-16495117 godzin
-989706975 minut
-59382418500 sekund
-59382418499310 millisekund
A czuję się jakbym urodziła się wczoraj, bo tak niewiele o sobie wiem. Świat często nas zaskakuję, jeszcze częściej my szokujemy jego. Wczoraj zdałam sobie sprawę, że jestem słaba. Ludzie zawsze pragną tego czego nie mają, a jak już to zdobędą, nie potrafią tego docenić. Na tym właśnie polega kalectwo człowieka, szkoda tylko, że nie przydzielają za to renty. Mogło by się wydawać, że wszyscy jesteśmy egoistami, że dbamy tylko o własne tyłki i nie przejmujemy się zdaniem innych. Owszem zdaniem może i się nie przejmujemy, ale uczuciami innych na pewno. W mojej krótkiej egzystencji (bo przecież wszyscy duchem jesteśmy młodzi) zraniłam wiele osób. Nie wiem co sobie wtedy myślałam, nie wiem jak chciałam to rozegrać, po prostu stało się. Nie żałuje wszystkiego. Żałuje jedynie, że nie zdołałam się wycofać w porę, zanim ktoś poczuł do mnie bliższą więź, za nim ja zdołałam się przyzwyczaić. Mówienie komuś, że ma się go gdzieś nie jest trudne, przynajmniej dla mnie, lecz jak wielkie jest to kłamstwo. Jakby nie obchodził nas los innych nie czulibyśmy się winni za zaistniałą sytuację. Czujemy pustkę i bezsilność, choć wprawdzie mówiąc trudno określić jest to uczucie. Wiem jedno, że znów po pełniłam ten sam błąd, a mówi się, że ludzie uczą się na błędach, hm..może tym razem się nauczę, a może poprę pesymistów i stwierdzę, że na naukę jest już za późno, trudno wyplewić w człowieku jego przyzwyczajenia, złe nawyki, które nie wiadomo skąd nabył. Nic nie trwa wiecznie, dlatego tak się wzbraniam. Nie warto inwestować w coś co i tak wiemy, że się rozpadnie. To jak budowa domu - nie wybudujemy go na stromym zboczu, który grozi zawaleniem, choć i tacy idioci by się znaleźli. Wiem, że nie mogę, chociaż chcę. Wiem też, że nie ma sensu dłużej tak pogrywać i igrać czyimś uczuciami. Dlatego też lepiej własne pragnienia, które jakże są ulotne, odsunąć na bok i odwrócić się na pięcie i podążyć tam skąd się przyszło. A wszystkie drogi prowadzą do domu (no chyba, że ktoś mieszka w Rzymie to wtedy mówi, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu). Nie sądziłam, że jest to tak trudne, zawsze byłam silna (no prawie zawsze), a tak bardzo chciałam wtedy... Milczenie, podobno niektórzy potrafią czytać sobie w myślach, wystarczy, że spojrzą sobie w oczy i nie muszą o nic pytać. "Oczy są zwierciadłem duszy" - one zawsze nas zdradzą... Przeszłości nie cofniemy, ale mamy wpływ na przyszłość, a więc róbmy tak by później nie wstydzić się przeszłość, bo ona wszędzie za nami pójdzie, będzie nam deptać po piętach i czyhać na to, aż się znów potkniemy.Dźg
"I know I let you down"



Jedzie sobie dziewczynka rowerem
I nagle się przewraca,
Ale nie płacze...
Bo ma przebite płuco :P
Pozdrowienia dla ArtuRyruRyru xD AajĆ !